czwartek, 29 września 2011

I znowu mnie długo nie było...

Ale już jestem i się chwalę tym, co udało mi się zrobić. Na pierwszy ogień torebka.

Jesienne wrzosy plus czekolada, wymiary: szerokość przy podstawie 30 cm, szerokość u góry 25 cm, wysokość 23 cm, długość paska 100 cm. Zapinana na dwa guziki w kształcie piłeczek.
Poniżej detale w zbliżeniu:

Nowe mitenki, czyli łapy w kropy :) w odcieniach fioletu. Żeby nie było, że się leniłam przez ten cały czas. :)

I takie ło:
prościutkie dziergane bransoletki, parka.

A teraz zapraszam na romantyczny spacer:
w okolice zapory w Pilchowicach. Jest to druga co do wysokości (po Solinie) i druga co do czasu powstania zapora w Polsce. Powstała na rzece Bóbr w latach 1904-1912 w celu ochrony przed powodziami. A my pojechaliśmy ją sobie pooglądać ponieważ nie mamy daleko, a nigdy tam nie byliśmy. No i ta piękna złota jesień, cieplutko, słonecznie, aż szkoda siedzieć w domu.

Wysokość zapory to 69 m, a szerokość jej korony to 270 m i jest ogromna :


A tu znalezione w internecie i zapożyczone w ramach ciekawostki zdjęcie z czasu powodzi w 1997 roku:

I jeszcze kilka widoczków
i nasz pies, który po pływaniu zabrał się za obgryzanie kija :)


A to my. Na mnie proszę nie zwracać uwagi :))))

Do Pilchowic wybraliśmy się rekraacyjnie pooglądać zaporę i żeby piesio sobie popływał, bo to uwielbia, a przedwczoraj byliśmy na grzybkach :

Niestety z powodu suszy nie ma ich za wiele. Ale jeden egzemplarz był wielachny o:

Na zdjęciu w porównaniu z moją ręką. :) A teraz zmykam zwijać wełnę. Wreszcie zabieram się za zrobienie sobie poncha, tzn zbieram się już chyba trzeci rok ale jak dotąd z marnym skutkiem. Ostatnio udało mi się zakupić kilogram wełny po okazyjnej cenie 20 zł i wobec tego faktu już nie mogę się niczym więcej wykręcać. :) Ściskam Was ciepło. :* :* :*

środa, 14 września 2011

Wreszcie co nieco skończone.

Jak mówi tytuł posta uporałam się z małym co nieco. Bardzo małym w porównaniu do tego, co jeszcze zostało do dokończenia. Mam nadzieję, że teraz pójdzie już z górki. :) Na początek twór, który widzicie to SZALony SZALik. Nowa niespotykana forma szalika, można powiedzieć- szalo-naszyjnik. Na szare i ponure, jesienne i zimowe dni. Kolorowy dodatek do codziennego stroju, który, jak mam nadzieję, poprawi najbardziej ponury nastrój, a w dodatku skutecznie ogrzeje. Wykonany z mięciutkich i ciepłych kolorowych, nowych włóczek, nie "gryzący", miły w dotyku. Długość 65 cm. Zapinany na guzik z pętelką. :) :P Zaszalałam szalikowo, bo znudziły mi się tradycyjne formy i wyszło takie oto cóś :) Powiedzcie, co sądzicie.

Oprócz tego skończyłam szydełkową bransoletkę, również bardzo cieplutką, ozdobioną szydełkową aplikacją i koralikami Toho. Trochę jesiennych kolorków, które uwielbiam, a które w realu są ładniejsze niż na moich fotkach.

Bransoletka nie ma zapięcia, jest wsuwana przez nadgarstek, szerokość 5,5 cm.


Na koniec pragnę Wam wszystkim bardzo podziękować za ciepłe słowa i za to, że jesteście. Bez takich Osób świat byłby po tysiąckroć uboższy. Dziękuję. Moc buziaczków przesyłam i wracam do swoich rozpoczętych dłubanek. :* :* :*



poniedziałek, 12 września 2011

Długa przerwa.

Już prawie miesiąc mnie nie było i Was i Wasze blogi strasznie zaniedbałam ale obiecuję, że zaraz ponadrabiam zaległości. Dziękuję, że mimo mojej nieobecności wciąż wpadacie, o czym świadczy zmieniający się licznik. :* Niestety zdjęć dzisiaj nie będzie, bo nie mam co pokazać :( Stos pozaczynanych projektów leżał i czekał na dokończenie i dopiero od kilku dni zaczynam to ogarniać ale chwalić się jeszcze nie ma czym. Nie było mnie tak długo z powodu choroby Męża. Mój tzw. "okaz zdrowia" wrócił z pracy, zjadł obiad, posiedzieliśmy, pogadaliśmy, pospacerowaliśmy z psem wieczorem, zjedliśmy kolację, pooglądaliśmy tv, poszliśmy spać- w skrócie. Ok.północy Adam wstał do toalety, przewrócił się i stracił przytomność. Wezwałam pogotowie i udało mi się go ocucić ale miał problemy z oddychaniem, wyglądało jak zawał. Lekarz pogotowia też tak stwierdził, na tzw oko, bo nawet nie zmierzyli mu ciśnienia. Nawalili mu taki zestaw zastrzyków, że jak dojechali do szpitala, to prawie nie miał ciśnienia krwi, bo jak się okazało, to powodem wszystkiego było niskie ciśnienie, które mu jeszcze pogotowie obniżyło. Na szczęście teraz już wszystko w porządku. Nie muszę Wam mówić jaki przeżyłam horror. Najczarniejsze scenariusze cisną się człowiekowi do głowy z prędkością światła, tym bardziej, że całkiem nie dawno straciłam bardzo bliską mi osobę. Dzięki Bogu tym razem wszystko skończyło się dobrze, choć wyglądało strasznie, przybyło mi siwych włosów w ciągu tej jednej nocy, ale na szczęście już wszystko w porządku. Zabieram się teraz ostro za robotę! :) A niedługo będzie nowe Candy z okazji szczęśliwego zakończenia tych okropnych chwil. Chcę się z Wami podzielić radością z ocalenia mojej miłości, tym bardziej, że 21 października będzie nasza piąta rocznica ślubu :)
A teraz do pracy! :)
:* Buziaczki moi Kochani! :*